Papierowa miłość
Jest w naszym życiu moment, w którym już wiemy, że mamy wszystko,
o czym tylko możemy marzyć. W którym miłość jest na
wyciągnięcie ręki i po prostu trzeba po nią sięgnąć.
Dla bohatera książki taki moment również nadszedł. Pamiętał
ten dzień. Piątek, trzynastego. Tamtego dnia książkę, w której
on egzystował wypożyczyła pewna dziewczyna. Nie posiadał się z
radości, ponieważ od dawna nikt nie zagłębiał się w jego
przygody.
Kobieta zabrała się za tę książkę od razu, gdy wróciła do
domu. A on ją obserwował. Jej reakcje. To, jak na policzki wchodzą
rumieńce, a oczy błyszczą ze zdziwienia albo wzruszenia. Dokładnie
lustrował jej twarz, każdy pojedynczy pieg, małą bliznę w kąciku
ust, kilka pasm włosów, które opadły jej na czoło.
Była piękna –
zdawał sobie z tego sprawę. Nigdy nie widział cudniejszej istoty.
I tak delikatnej. Z ogromną dokładnością gładziła każdą
kartkę, powolnymi ruchami obracała strony, jakby obawiając się,
że zniszczy taki wielki skarb.
Bohater
pamiętał wiele osób, które czytały jego historie. Rzucały
książkę w kąt domu, brudziły jej kartki jedzeniem i palcami,
tłustymi od chipsów, zaginali rogi, pozostawiając blizny na jego
duszy, które nigdy nie znikną.
Pamiętał
pięciolatkę, która do niego się dobrała i popisała pierwszą
stronę swoimi inicjałami. Sześćdziesięciolatka, który rzucił
książką w żonę, dwunastolatkę, która śmiała się w
nieodpowiednich momentach, nie rozumiejąc tragedii, która wydarzyła
się między stronami.
Ale
wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Dziewczyna oddała książkę
do biblioteki, zapominając o niej od razu, gdy zobaczyła, że na
bibliotecznej półce stoi nowy tom sagi Szeptem.
Bohater
mruknął z dezaprobatą. Żałował, że nie zatrzymała go na
wieki. Był pewny, że ją kocha. Nie tak, jak kocha się matkę,
babkę, ciotkę czy przyjaciółkę. Ale nie też w sposób, jakim
kocha się drugą połówkę.
Kochał
ją tak, jakby była jego światłem. Bo była. Jeżeli to nie była
miłość, nie wiedział, co to może być, ale nie chciał pozbyć
się tego uczucia.
Mijały
tygodnie, a on umierał z tęsknoty..
Pewnego
dnia do biblioteki przyszedł jakiś typ. Wziął kilkanaście
książek, w tym przygody naszego bohatera, i poszedł z nimi do
domu, nawet nie mówiąc bibliotekarce, że je wypożycza. Ona nawet
tego nie zauważyła, zbyt zaabsorbowana przeglądaniem strony
randkowej.
Mężczyzna
w domu wydzierał z każdej książki kartki i wrzucał je do pieca.
Bohater wiedział, że umrze.
I
w końcu nadeszła na niego kolej.
Umierał
z myślą o owej dziewczynie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz